Po publikacji felietonu Grzegorza Marczaka na portalu Antyweb wybuchła nie lada afera, której punktem zapalnym był film „Czego NIE mówią: KIEROWCY I PASAŻEROWIE” stworzony przez chłopaków z Abstrachuje. Temat dotyczył product placementu i tego, czy filmy, w których pokazywany jest produkt danej marki (w tym przypadku mowa o samochodzie marki Citroen) powinien zostać w odpowiedni sposób oznaczony – swoją drogą, z tekstu na Antyweb, dowiedziałem się więcej o samochodzie niż z filmu Abstrachuje. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć filmu – znajdziecie go poniżej.

 

Abstrachuje nie są ewidentnie przedstawicielami starej szkoły polskiego product placementu (z tego miejsca chciałbym pozdrowić producentów serialu „Klan” – film poniżej). W wielu materiałach chłopaków wplecione są różne marki, jednak product placement nie jest tam na tyle nachalny, aby psuć odbiór samego filmu.

 

Temat podchwycił Krzysztof Gonciarz, który również publikuje swoje filmy na YouTube (moim zdaniem jest to dobry jakościowo content). Krzysztof na swoim profilu na Facebooku opublikował tekst napisany przez Grzegorza Marczaka i wyraził swoją opinie na temat product placementu na YouTube w ogóle podając za przykład współpracę Abstrachuje z Citroenem… no i zaczęło się. Treść samego postu oraz komentarze możecie znaleźć poniżej.

 

 

 

W dużym skrócie:

– Krzysztof Gonciarz bronił zdania, że product placement na YouTube powinien być oznaczony

– Abstrachuje bronili zdania, że oznaczanie product placement wywoła hejt oraz jeśli jest dobrze zrobiony to nie musi być oznaczony

– SA Wardęga próbował zabłysnąć elokwencją. Okazało się jednak, że Chica nie biorąc udziału w dyskusji miała więcej rozumu w głowie niż on.

– Jacek Gadzinowski próbował porównać produkcję Jamesa Bonda z filmem Abstrachuje (sic!)

Jakie wnioski z dyskusji?

Żadne. Każdy z twórców bronił zacięcie swego zdania, niektóre z argumentów były bardziej trafne, inne mniej.

A jaka jest prawda?

Product placement w internecie to nadal nieuregulowana szara strefa. YouTube teoretycznie zabrania product placementu w wideo twórców (tego typu działania zezwolone są tylko dla partnerów), gdyby każdy mógł promować swoją markę poprzez product placement, YouTube straciłby wiele kasy, ponieważ ten format promocji zastąpiłby standardowe formaty reklamowe na YouTube (takie jak pre-rolle). Google (właściciel YouTube) musi jednak zezwalać w niektórych przypadkach na product placement, aby dać rozrywkę tłumowi.

Większość twórców nie oznacza lokowania produktu w swoich filmach. Trzeba pamiętać, że ta kwestia w TV została uregulowana prawnie dopiero w 2009 r., wtedy też producenci telewizyjni zaczęli informować widzów o lokowaniu produktów w swoich produkcjach. Gdyby ta kwestia nie została uregulowana prawnie, zapewne nadal byśmy napotykali nieoznaczony product placement w polskich produkcjach telewizyjnych.

Zestaw dobrych praktyk? Dobrze byłoby informować widza, że product placement ma miejsce w danym filmie. YouTube jednak jest na tyle nowym medium, że zestaw dobrych praktyk twórcy YouTube jeszcze nie powstał. Być może ten cały szum związany z produkcją Abstrachuje będzie impulsem do stworzenia kodeksu dobrych praktyk.

Co o tym myślę?

YouTube to potężne medium, którego znaczenie będzie rosło i obszar ten jeśli chodzi o reklamę powinien zostać w jakiś sposób uregulowany (popularności YouTubowi na pewno przysporzy tzw. era content marketingu). Póki co, mamy do czynienia z dzieciakami (twórcami), którzy nie do końca zdają sobie sprawę z potęgi rekomendacji / product placementu i wątpię, aby interesowało ich wprowadzenie jakichkolwiek dobrych praktyk. Z drugiej strony YouTube jest na tyle dynamicznym medium (jedni się pojawiają, drudzy znikają), że trudno będzie to kontrolować.

A wy co o tym sądzicie?

źródło zdjęcia